Bardzo podoba mi się Podlasie i od kilku lat spędzamy z mężem urlop właśnie w tym regionie Polski.10.09.2026 roku wracając do domu,pełni energii,zadowoleni,radośni,postanowiliśmy zatrzymać się w Sanktuarium w Milejczycach Chwilę wcześniej męża zaniepokoił dziwny odgłos wydawany przez nasze auto.W kościele trafiliśmy na grupę pielgrzymów uczestniczących we mszy świętej.I mimo ,że planowaliśmy tylko pooglądać wnętrze świątyni, jakaś siła zatrzymywała nas przed obrazem Pana Jezusa.Po mszy wyszłam jakaś spokojniejsza.Ruszyliśmy w ponad 300 kilometrową trasę.Stukot w samochodzie się nasilał,mąż skontaktował się z mechanikiem i usłuszał ,żeby jechać dalej,bo to wina sprzęgła .Umówili się na naprawę i podróż trwała dalej.Ja się bardzo denerwowałam.Prawie u kresu naszej drogi,mąż postanowił,że podjedzie od razu do owego mechanika,a ten gdy zobaczył auto,oniemiał.A po chwili powiedział, żeby zamówić mszę dziękczynną,bo ktoś mocno nad nami czuwał.Okazało się ,że koło w samochodzie było odkręcone i groziło to jego oderwaniem.Na autostradzie ,przy dużej prędkości,to katastrofa.Głeboko wierzę,że to modlitwa przed Cudownym Sercem Jezusa sprawiła ,że szczęśliwie dotarliśmy do domu.Bogu niech będą dzięki.
Szczęśliwy powrót do domu
Agnieszka
