Chcę podzielić się z Wami świadectwem wielkiej łaski i uzdrowienia mojej mamy Ewy, którego doświadczyliśmy za przyczyną Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza z Milejczyc. To dowód na to, że kiedy medycyna rozkłada ręce, dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, a wiara naprawdę czyni cuda.
Wszystko zaczęło się 25 lutego 2026 roku. Moja mama miała wtedy przejść operację, jednak z powodu bakterii w moczu zabieg odwołano. Po powrocie do domu nastąpiła nagła blokada – mama nie mogła samodzielnie oddać moczu. Trafiłyśmy na SOR, gdzie założono jej cewnik. W marcu mama przeszła w końcu zaplanowaną operację (laparoskopowe usunięcie kamienia z nerki), jednak problem z pęcherzem nie ustąpił. W szpitalu podjęto aż pięć prób odłączenia cewnika. Za każdym razem scenariusz się powtarzał: po około pięciu godzinach od odłączenia mama nadal nie mogła się wysikać i cewnik musiał być zakładany na nowo. Lekarze nie znali przyczyny tej blokady, a mama musiała żyć z cewnikiem nieprzerwanie aż do czerwca.
W tym trudnym czasie szukałam ratunku w modlitwie. W marcu pojechałam do Częstochowy, by zawierzyć tę sprawę Matce Bożej. W maju uczestniczyłam w modlitwie o uzdrowienie prowadzonej przez o. Witko. Pod koniec maja, przeglądając Facebooka, natrafiłam na informację o cudach, jakie dzieją się w kościele w Milejczycach przed obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Poczułam w sercu, że muszę tam pojechać na własną rękę w intencji mamy.
Dokładnie tydzień później stał się kolejny mały cud – na stronie mojego rodzinnego kościoła w Tarczynie zobaczyłam ogłoszenie, że parafia organizuje pielgrzymkę właśnie do Milejczyc na 20 czerwca! Natychmiast się zapisałam. Przez cały czerwiec żyłam tą pielgrzymką, pokładając w tym miejscu całą swoją nadzieję, skoro lekarze byli bezradni.
Sytuacja stała się dramatyczna tuż przed wyjazdem. 17 czerwca lekarz zlecił kolejne skomplikowane badania, bo wciąż nie wiedział, dlaczego mama nie sika i nie chciał sam podejmować kolejnych prób ściągania cewnika. Dwa dni później, 19 czerwca – czyli dzień przed moją pielgrzymką – dostałam telefon z domu: mama pilnie trafiła na SOR, bo mocz przestał lecieć nawet do worka cewnika. Na SORze lekarze podjęli decyzję o całkowitym odłączeniu cewnika i kazali mamie pójść do toalety. I wtedy, po tylu miesiącach cierpienia, stało się coś niesamowitego: mama zaczęła samodzielnie sikać! Od tamtego momentu wszystko działa prawidłowo, a problem całkowicie zniknął.
Następnego dnia, 20 czerwca, stanęłam w sanktuarium w Milejczycach przed cudownym obrazem już nie z błaganiem, ale z ogromną wdzięcznością. Pan Bóg uzdrowił moją mamę dzień przed moim wyjazdem, bo widział, jak bardzo przez cały miesiąc żyłam wiarą i ufnością w Jego pomoc.
Chcę przekazać wszystkim, którzy to czytają: wierzcie, modlicie się i nigdy się nie poddawajcie! Pan Bóg działa w swoim czasie, a miłość Jego Serca i Dobrego Pasterza jest uzdrawiająca. Chwała Panu!
Świadectwo uzdrowienia mojej mamy Ewy – Wiara czyni cuda!
Wioletta
